W życiu często bywa tak, że pozwalamy, aby cudze opinie decydowały o tym
co robimy i jak się czujemy. Żyjemy w przekonaniu, że pewnych rzeczy
nie wypada robić z uwagi na to co ludzie powiedzą. W tym momencie
tracimy swoją autentyczność. Chodzi tutaj o zdolność odróżnienia co tak
naprawdę jest MOJE, a co zostało mi narzucone przez rodzinę, kulturę, wychowanie i otoczenie.
Żyć w zgodzie ze sobą, to akceptacja wewnętrznych napięć. Nie muszę być idealna i spójna w każdej sekundzie. Mogę się wahać, mylić, zmieniać zdanie i uczyć się siebie. Potrzebuję świadomości, że to, co robię wypływa jest z mojego wnętrza, a nie z potrzeby zadowolenia innych. Nie muszę nikomu nic udowadniać. To moje życie, moje decyzje i moje lekcje.
Nie obchodzi mnie co myślą i mówią o mnie inni, wiem kim jestem. Ludzie zawsze będą mieli coś do powiedzenia - jedni będą chwalić, inni krytykować, a jeszcze inni plotkować i rozsiewać nieprawdziwe informacje. Tylko ja mam wpływ na to jak zareaguję. Jeśli pozwolę by cudze słowa kierowały moim życiem, to po prostu oddam im swoją wolność. Nadszedł moment, że osiągnęłam najwyższy poziom wolności... totalnie nie dbam o to, co myślą o mnie inni.
Nikt nie ma prawa mi mówić jak mam żyć, w co się ubierać. Moje wybory nie muszą się nikomu podobać, bo to ja będę ponosić ich konsekwencje. Najważniejsze jest to, aby mieć czyste sumienie i świadomość, że działam w zgodzie z własnym sercem.
Dotyczy to też moich wyborów sercowych - to ja mam być szczęśliwa, a nie skupiona na tym, że coś jest nieakceptowane przez społeczeństwo, bo co ludzie powiedzą... A niech gadają.. :) Niech każdy "posprząta" u siebie i nie wchodzi z butami w moje życie. To moja droga i jest przeznaczona tylko dla mnie - to moje dojrzałe i świadome wybory.
Zbyt długo przejmowałam się tym czy jestem wystarczająco dobra dla innych. Dziś podchodzę do tego na luzie i niech teraz inni zastanowią się czy byli wystarczająco dobrzy dla mnie. Kiedyś chciałam wszystkim pasować. Zawsze taka, jaką oczekiwali inni - miła, pomocna, na każde zawołanie. Szukałam akceptacji w cudzych oczach, zapominając i nie zważając przy tym, że najważniejsze spojrzenie jest to, które kieruje do siebie. Dziś wiem jak bardzo tym zniszczyłam tym siebie. Niestety osoby, które uważałam za przyjaciół, wykorzystali tylko moje dobre serce dla swoich celów - nie zważając na to co czuję, chcąc tylko mną manipulować i uważając przy tym, że skoro mam dobre serce, to mam być posłuszna na zachcianki innych.
Nadszedł ten moment w życiu, że stawiam tylko na siebie - to nie jest egoizm i duma, to życie w zgodzie ze sobą i własnymi potrzebami. Zrozumiałam, że nie da się żyć będąc dla wszystkich tą najlepszą, a nikim dla siebie. Nikt nie ma prawa mnie oceniać i osądzać. Tylko ja wiem kim jestem i jak cholernie ciężki bagaż dźwigam życiowych doświadczeń. Jak w pewnych momentach życia musiałam być silna i nie załamać się, stać się tym, kim teraz jestem, przechodząc przez najgorsze. Życie, które dało mi w kość, nauczyło mnie być silną i z dumą iść na przód. Przejmując się tym co o mnie mówią i myślą daję ludziom pewność, że mają mnie w garści i władzę nade mną oraz moimi emocjami - w tej kwestii nadszedł czas na pełne zmiany wprowadzone w życie małymi krokami.
Idę po swoje życie, takie jakie chcę mieć, realizuję marzenia, czerpię z życia garściami i nie zważam na niczyje opinie. Patrząc w lustro chcę widzieć siebie, a nie marionetkę uszytą z ludzkich upodobań. I to jest moja autentyczność, nie potrzebuję zakładania maski, udawania kogoś, kim nie jestem. Żyje w zgodzie ze sobą.
Jeśli Ci się spodobało, coś zainspirowało podziel się tym postem i udostępnij :)
Fot. tyrpinFotografia











0 komentarzy
Prześlij komentarz